Przejdź do głównej zawartości

Audiobooki czyli książki - słuchowiska - czy to ma coś wspólnego z czytaniem ?


Przy czynności czytania wykorzystujemy swój wzrok i musimy znać alfabet pisany, a w przypadku książek w formie audio nie musimy wykorzystywać wzroku, nie musimy również znać alfabetu.

ANALFABETYZM !!!

Czy zwolennicy "poczytaj mi mamo" czy "poczytaj mi tato" uznają, że słuchowiska audio są złe ?
Mam nadzieje, że nie. Audio bowiem dopełnia nasze możliwości poznawcze, a tym samym umożliwia nam wykorzystanie czasu wtedy gdy swój wzrok musimy wykorzystywać w innych celach.

Przykład ... choćby jazda samochodem. Ile razy można słuchać co pół godziny tych samych wiadomości przeplatanych czasami jakąś "setką" by przekonać, że nie zostały nagrane raz i puszczane w kolejnych okienkach czasowych. Każdy kto za kółkiem spędza średnio godzinę dziennie powinien zwiększyć efektywność tego czasu np słuchając książek audio.

W ten sposób wiele książek do których  nie byłbym w stanie sięgnąć udało mi się "przeczytać" w ciągu ostatnich kilku miesięcy w sposób ekspresowy. A tym samym średnia czytelnictwa wzrosła w moim przypadku RADYKALNIE ! :)

Złośliwi pewnie stwierdzą, że tak jak wskazuje we wstępie nie czytałem ale słuchałem, ale czy to ma znaczenie w kontekście wiedzy, informacji jaką przyswoiłem ?

To przecież nic innego jak "poczytaj mi mamo" tylko w wersji dla dorosłych :)

Jak zwykle nie radykalizujcie przekazu. Czytać, słuchać i zapewne oglądać - wszystkiego po trochu a dojdziemy zawsze do celu :)





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedługo będziemy Robokopami ?

Żyjemy w świecie komputerów i totalnego zmechanizowania. Nic więc dziwnego, że kolejny krok w eksperymentach na własnym ciele postawił Kevin Warwick, brytyjski naukowiec, który specjalizuje się w sztucznej inteligencji i robotyce. Sam naukowiec, Kevin postanowił zostać pół-robotem. W 2002 roku zainstalował we własnym systemie nerwowym elektrody, by sprawdzić, czy sztuczna ręka odpowiada na sygnały. Kevin nosił w ręce układ złożony ze 100 elektrod, opalonych wokół włókien nerwowych w lewym ramieniu. Badania trwały trzy miesiące i w tym czasie udało mu się połączyć swój system nerwowy z Internetem , a oddalona o kilka tysięcy km sztuczna ręka skupiała się w pięść, tak jak jego własna. To jednak nie usatysfakcjonowało wystarczająco Kevina i do eksperymentu wprowadził także swoją żonę, której wszczepił podobne urządzenie, uzyskując tym samym swoiste połączenie między obiema rękami (poruszając nimi, oboje odczuwali pulsowanie). Nosił też, umieszczony tuż pod skórą, implant RFID , który pozw...

50% firm nie ma antywirusa

To straszne ! Mimo, że są wersje darmowe, a płatne kosztują niecałe 100 pln to, aż 50% jest podatna na ataki i nie stosuje zabezpieczeń. http://msp.money.pl/wiadomosci/zarzadzanie/artykul/male;firmy;na;celowniku;hakerow;sprawdz;jak;bronic;sie;przed;atakami,182,0,1126326.html#utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

Symtomate - aplikacja która weryfikuje nasze zdrowie, czy to ma sens ?

Takich aplikacji jest sporo, ta o której piszę powstała i powstaje (bo to cały czas rozwijana aplikacja) we wrocławskim startupie. Sztuczna inteligencja oraz odpowiedni algorytm, a przede wszystkim konkretne odpowiedzi na pytania pozwolą nam wskazać z czym mamy do czynienia jeśli chodzi o nasze zdrowie. Tylko czy takie rozwiązanie ma sens ? Wszyscy wiemy, że jak zaczyna nas boleć brzuch to szukamy w Internecie co nam dolega i okazuje się, że .... mamy raka. Co zatem będzie nam wskazywała aplikacja. Przedstawia nam ona na podstawie naszych odpowiedzi symptomy jakie wskazaliśmy i wiążę się z chorobami oraz odpowiednio kwalifikuje nas do nich. Rolą aplikacji nie jest przekazanie nam że jesteśmy na końcu ziemskiego padołu, ale uświadomienie, że w danych przypadkach należałoby iść do lekarza, który zweryfikuje dokładnie i przebada nas. I w ten sposób należy na tego typu aplikacje patrzeć. Nie jest to ani lecznica, ani lekarz ale wsparcie w naszym życiu byśmy mogli zweryfikować, czy nasz...